„Kulisy dziennikarstwa, czyli granice wolności kija”
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka (www.proszynski.pl)
Data wydania: 16 kwietnia 2009 r.
Jest to wydanie II (pierwsze ukazało się w 2006 roku) – zmienione, uaktualnione, rozszerzone, wzbogacone o 52 ilustracje. Stron 344.
W PRL-u dziennikarze chcieli pisać prawdę, lecz nie mogli.
W RP - mogą, ale nie zawsze chcą. Bo to się nie opłaca.
Dlaczego się nie
opłaca?
Bo informacja jest
towarem. I zło jest towarem. Im brzydsze zło, tym ładniejszy towar. Wyobraźmy
sobie western bez czarnego charakteru, w którym wszyscy zachowują się
jak Ania z Zielonego Wzgórza. Kto chciałby to oglądać?
Jak zatem pogodzić rzetelność z atrakcyjnością. Czyli jak sprzedać kawior bez
ikry?
Skoro informacja jest towarem, to tytuł jest opakowaniem. Handlowcy już dawno
ustalili, że kupuje się oczami. Niestety, niektóre tytuły biją po oczach
bardziej niż Chuck Norris.
Oto niektóre wpadki dziennikarzy lokalnych wydań „Gazety Wyborczej”:
informację o śmierci mężczyzny, który wracając do swojego domu zmarł o 19.20
w bramie, gazeta zatytułowała: „Nie zdążył na dziennik”; wiadomość o
topielcu, odnalezionym po trzech latach w stawie, z którego wodę czerpała
cała wieś, tytuł: „Rekordzista”; notka o mężczyźnie, który odebrał sobie
życie strzałem z pistoletu do uboju bydła: „Samoubój”; z kolei pomorski
oddział „GW” w notatce „Zboczenie kapitana” informował jedynie o zboczeniu
promu z kursu z powodu nawigacyjnego błędu. (W.Kalicki, „Ki diabeł”, „Gazeta
Wyborcza”, 8-9 maja 1999 r.)
Tytuły pomysłowe, kontrowersyjne, złe - w rozdziale: „Bój w hucie - nie
majsterkować przy literkach”.
* * *
Jednym z narzędzi dziennikarza jest język. Ba!
Po wyborze Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP w 2005 roku pojawiła się
reklama „Iż Polacy nie kaczory i Rayanairem latają”. Hasło to nawiązywało do
powiedzenia Mikołaja Reja: „Niechaj wżdy postronni narodowie znają, iż
Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.
Ale co faktycznie powiedział Mikołaj Rej? Iż Polacy nie są gęśmi, jak to się
potocznie odbiera, a może raczej - iż Polacy nie gęsi (a w domyśle - język),
tylko swój język mają?
Ten drobiowy przykład wskazuje, jak skomplikowane potrafi być zrozumienie
polskiego języka nawet dla samych Polaków.
Dlaczego na przykład niektórzy dziennikarze nie odmieniają nazwiska ministra
Ziobry?
A czy prawdą jest, że przed laty we wrocławskiej telewizji ukazała się
następująca informacja:
„W miejscowości (...) doszło wczoraj do tragicznego wypadku. Fiat 126p
uderzył w drzewo i spłonął. Wewnątrz samochodu znajdował się świeżo upieczony
kierowca.”
Ale gafy językowe zdarzają się największym. W 1974 roku podczas uroczystości
pogrzebowych prezydenta Francji Georges’a Pompidou, ówczesny prezydent Stanów
Zjednoczonych Richard Nixon powiedział: „Jest to wielki dzień dla Francji”.
* * *
Dziennikarstwo to
nie jest sztuka ładnego pisania. Dziennikarstwo to sztuka polegająca na tym,
aby nie dać się zrobić w konia.
Jednym z częściej popełnianych dziennikarskich błędów jest wyciąganie daleko
idących wniosków z powierzchownej informacji. Wydaje się, że sprawa jest taka
prosta... Tymczasem logika lubi czasem płatać niesamowite figle.
Ulewa. A tu na ulicę wyjeżdża cysterna i leje na jezdnię wodę. Jaka jest
nasza reakcja?
„Naszą pierwszą reakcją na większość stwierdzeń (które słyszymy od
innych) jest ocena lub osąd raczej niż próba zrozumienia, o co idzie. Kiedy
ktoś wyraża jakieś uczucie, postawę czy przekonanie, mamy tendencję do niemal
natychmiastowego stwierdzenia: »to prawda«, albo »to głupota«, »to
nienormalne«, »to nielogiczne«, »to niewłaściwe«, »to niemiłe«. Bardzo rzadko
pozwalamy sobie na dokładne zrozumienie, co dane stwierdzenie oznacza dla
drugiej osoby.” (Carl Rogers „O stawaniu się Osobą”)
No właśnie, czy stać nas na zrozumienie kierowcy cysterny? I czy powinniśmy
uznać, że jego działanie jest sensowne i uzasadnione? A czy jest logiczne?
Odpowiedź w rozdziale „Gdy logika potyka się o własne nogi”
* * *
Mark Twain mawiał,
że człowiek to jedyne zwierzę, które się rumieni. I jedyne, które ma za co.
Ale nasi politycy poczynili znaczne postępy - już nawet się nie rumienią. A
jeszcze trochę i od wyborców zaczną opędzać się ogonami.
Na ile my, dziennikarze jesteśmy w stanie naprawić polityków, a na ile
politycy są w stanie zepsuć dziennikarzy?
(Rozdział „Etyka? Właśnie zemdlała”.)
* * *
13 marca 1992 roku
wrocławscy policjanci dostrzegli z okna Komendy Wojewódzkiej, że z muru
okalającego pobliski areszt śledczy spuszcza się po powiązanych prześcieradłach
jakiś mężczyzna. Zawiadomili patrol, który natychmiast uciekiniera złapał.
Mężczyzna ów najwyraźniej miał pecha. Czy po murze przebiegł mu przed nosem
czarny kot? Ależ nie. Na ucieczkę wybrał najgorszy możliwy czas: trzynastego
o godzinie 13 i jakby tego było mało - piątek.
Część II książki poświęcona jest właśnie sprawom ciekawym, intrygującym,
kuriozalnym - i ich kulisom.
Dlaczego jeden z występujących we Wrocławiu cyrkowców świadomie spadł z
wysokości, łamiąc sobie obojczyk? Ilu świadków mógł zgromadzić proces na
miarę Księgi Guinnessa, jaki toczył się na początku lat 90. w Świdnicy? Jak
skończyli sprawcy najsłynniejszego polskiego napadu - na bank w Wołowie? Co
stało się z twórczością fałszywego konsula Austrii, Jacka ben Silbersteina, którego
w fabularnym filmie „Konsul” odtwarzał Piotr Fronczewski? Na czym polegały
widzenia oławskiego „wizjonera” Kazimierza Domańskiego z Matką Bożą i Jezusem
Chrystusem?
Odpowiedź na te i
inne pytania - w książce „Kulisy dziennikarstwa czyli granice wolności kija”.
Tam też wybór parudziesięciu felietoników „Z mańki”, komentujących absurdy
III RP.